
Jedno z niewielu miejsc w Polsce, gdzie nie dobija się starych, chorych, kalekich koni, daruje im się drugie życie. W Tarze przybywa zwierząt, co jakiś czas Szyłogalisowie muszą na zawsze rozstać się z którymś z podopiecznych. Tak było niedawno z Kasią. Była u nich rok, miała okrutnie połamana nogę, kulała, przyłączyła się do jednego z czterech stad w schronisku, do "staruszków". Pochodziła z sąsiedniej wioski, była już bezużyteczna w gospodarstwie, a na swoją końska emeryturę nie miała szans. Na szczęście wykupił ją znajomy weterynarz i pozostawił w Tarze. Wielu znajomych pukało się w czoło. "Po co?" Ale nie wszyscy, wielu pomagało, jak np. Piotr. Jest to niesamowity człowiek. Takie połączenie Indianina z cowboyem. Już na początku znajomości dał się sprawdzić jako wypróbowany przyjaciel, na pomoc którego zawsze można liczyć. W czasie pamiętnej powodzi w 1997 roku to On właśnie uratował zwierzęta. To był egzamin dla obojga, dla Niego i Scarlett. Pozostali razem, pobrali się. Scarlett Szyłogalis, właścicielka schroniska, z zachwytem opowiada o pewnym miejscu na Dolnym Śląsku. To stare cmentarzysko dla koni, położone na terenie pałacu w Kliczkowie, koło Bolesławca, jedno z dwóch takich miejsc w Europie. Zamek obronny, zbudowany pod koniec w 1297 roku, w połowie XVIII wieku, już jako pałac, trafia do rodu von Promnitz, właścicieli wielu obiektów, m. inn. w Pszczynie i zameczku myśliwskiego w Promnicach. Byli oni miłośnikami koni, jak i zresztą ród kolejnych właścicieli, zu <b>...</b>
Fundacja Tara
Piskorzyna
koń
konie
horses
horse
zwierzęta
animals
slideshow
konie na rzeź
kot
pies
owca
świnia
slaughter
love
miłość
Szyłogalis
źrebak
natura
przyroda
fundacja
jazda konna
Ellficaa